STRESZCZENIE
Stefan Żeromski idzie plażą z Orłowa w kierunku wsi Gdynia. Jest ciepły poranek, druga połowa lipca 1920 roku. Dogania go Leszek Serfinowicz (Jan Lechoń), który gości w Orłowie od kilku dni. Przyjechał jako korespondent Naczelnego Dowództwa, ale de facto po groźnym załamaniu nerwowym kuruje się pod opieką Żeromskiego.
Bohaterowie idą plażą, rozmawiają. Kłócą się o kwestie związane wojną polsko-bolszewicką, potencjalnymi rządami marionetek Rosjan w Warszawie, o literaturę i jej cel, rozmawiają także o miłości. Ujawniają swoje lęki, otwierają się przed sobą, są szczerzy w kłótni, ale szybko zmieniają temat, wspierają się oraz pocieszają. Poruszają kwestię doli Kaszubów jako strażników morza przed niemieckimi wpływami oraz ich przynależności do polskiego narodu.
W pewnym momencie dostrzegają ciemniejące niebo. Zrywa się silny wiatr. Mężczyźni obawiają się tego, że fale dojdą do krawędzi klifu i mogą ich porwać. Żeromski szybko wdrapuje się na dziesięciometrowy klif, ślamazarny Lechoń ma z tym trudność, zsuwa się, krzyczy, panikuje, ale udaje mu się wdrapać na górę. Wkrótce zjawiają się burzowe chmury i silna ulewa. Mężczyźni kryją się w lasku na klifie pod konarem ułamanego drzewa. Ulewa mija, słyszą strzały, krzyki ludności, język rosyjski. Zaczynają biec na złamanie karku. Myślą, że są gonieni przez bolszewików. Słyszą szatański śmiech, okazuje się, że to Smętek, znany jako kaszubski diabeł, zrobił im okrutny dowcip. Dochodzą do Gdyni, stoją na szczycie Kamiennej Góry (wówczas wzgórze nazywało Steinberg od nazwy folwarku, potem przez chwilę był określany jako Kamieniec Pomorski, na wzór Podolskiego od Sienkiewicza, finalnie do dziś jest to Kamienna Góra). Żeromski snuje wizje wielkiego i nowoczesnego portu oraz miasta zbudowanego w miejscu rybackich chat.
Następnie idą do celu, którym okazują się dwa buki. Lechoń nie dowierza, że szli tyle godzin, aby obejrzeć dwa drzewa. Żeromski nadaje im imiona książąt kaszubskich Sambora i Mestwina (obecnie: Mściwoja). Tworzy wokół nich własną legendę, którą to odczytuje Lechoniowi. Jest to gest łączący przyrodę, w której duszy zapisane są losy Polski oraz ugruntowanie międzypokoleniowej przyjaźni obu pisarzy.
Sambor i Mestwin, Foto: Bernard Chrzanowski, Z wybrzeża i o wybrzeżu: szkice nowe, Wydawnictwo Ligi Morskiej i Kolonialnej 1934, s. 3
Komentarze
Prześlij komentarz