STEFAN ŻEROMSKI
Stefan Żeromski w 1920 roku miał 56 lat (zmarł w Warszawie 1925 roku, a w 1924 roku powstało „Przedwiośnie”). W maju wraz z „nieformalną żoną” Anną i siedmioletnią córką Moniką wyjechał do Orłowa, gdzie miał pracować nad zbiorem opowiadań o losie Kaszubów i historii Pomorza. Otoczenie nie wiedziało, że Anna nigdy nie była jego żoną w świetle prawa, gdyż formalnie pozostawał mężem Oktawii.
Pobyt w Orłowie naznaczony był dramatycznymi wydarzeniami wojny polsko-bolszewickiej, gdy Polacy ponosili klęski, a widmo bolszewickiego terroru zbliżało się do Warszawy.
Żeromski, mimo osobistych trudności, wykazywał ogromny patriotyzm. Uważał wojnę za kluczową dla obrony odzyskanej niepodległości i aktywnie uczestniczył w działaniach politycznych, m.in. objazdach po Mazurach, gdzie agitował za przyłączeniem tych ziem do Polski w plebiscycie, choć bezskutecznie. W tym czasie zmagał się również z poważnymi problemami zdrowotnymi po przebytej dwa lata wcześniej grypie hiszpance i głębokim żalem po śmierci osiemnastoletniego syna Adama w 1918 roku, który nie akceptował jego partnerki.
W Orłowie Żeromski dokumentował swoje obserwacje i refleksje na temat ziem pomorskich, pracował nad zbiorem opowieści o losach Kaszubów „Wiatr od morza” i snuł plany związane z rozwojem polskiego wybrzeża. Przewidywał budowę portu w Gdyni, akademii morskiej oraz pomnika Stefana Żółkiewskiego w Pucku. Sprawę polskiego morza uważał za priorytetową. W latach późniejszych bywał często na Pomorzu. Bywał także inicjatorem Towarzystwa Przyjaciół Pomorza.
Był człowiekiem o skomplikowanej osobowości, wrażliwym, empatycznym i głęboko zaangażowanym w sprawiedliwość społeczną, a jednocześnie pesymistycznym, wybuchowym i niecierpliwym. Połączenie wrażliwości z poczuciem niedocenienia czyniło go postacią fascynującą, ale trudną w relacjach z bliskimi, jednocześnie pozostającą „sercem serc” dla całego pokolenia Polaków w ciężkich latach wojny i odbudowy państwa.
W obyciu surowy, posępny, wydawał się nie mieć poczucia humoru, choć otwierał się w towarzystwie najbliższych, kochał bardzo swoją żonę Annę i córkę Monikę.
W trakcie pobytu w Orłowie Żeromski szukał domu do zamieszkania. Ostatecznie 25 lipca 1920 roku zakupił willę Świt w podwarszawskim Konstancinie.
JAN LECHOŃ
Jan Lechoń (właściwie Leszek Serafinowicz) przybył do Orłowa w lipcu 1920 roku, szukając wytchnienia od zgiełku i wojny polsko-bolszewickiej. Miał wówczas 21 lat (zmarł na emigracji w Nowym Jorku w 1956 roku) i był już uznanym poetą, członkiem grupy Skamander. W styczniu 1920 roku ukazał się jego tomik „Karmazynowy poemat”, który przyniósł mu wielką sławę w bardzo młodym wieku.
Lechoń cierpiał na poważne problemy zdrowotne i psychiczne – bezsenność, stany depresyjne, wówczas diagnozowane jako neurastenia, co wiązało się z jego wrażliwą naturą i trudnościami w radzeniu sobie z presją rzeczywistości. Obwiniał matkę o odziedziczoną „chorobę psychiczną”, a dodatkowe cierpienie sprawiła mu nieodwzajemniona miłość do Wandy Serkowskiej. Próba starania się o jej rękę spotkała się z odmową, ale to jego orientacja homoseksualna mogła potęgować wycofanie i frustrację.
Pobyt nad morzem miał służyć wyciszeniu i pracy twórczej, jednak Lechoń nie mógł odciąć się od dramatycznej sytuacji w kraju. Strach przed bolszewikami również sprawiał, że nie był w stanie wrócić do psychicznej równowagi. Był głęboko zaangażowany w życie kulturalne i społeczne, a wojna polsko-bolszewicka była dla niego wydarzeniem przejmującym, choć nie brał w niej bezpośredniego udziału. Podobnie jak inni intelektualiści, obawiał się wpływu bolszewików na chłopów i robotników, których los w tym czasie był bardzo trudny, a więc stanowili oni podatny grunt na propagandę komunistyczną.
W Orłowie mieszkał w hotelu Aldershorst, który uważał za ponury. Poznał rok wcześniej Stefana Żeromskiego w Zakopanem i traktował go jak mistrza; sam pisarz otoczył go ojcowską opieką. Żeromski zadedykował mu opowiadanie „Sambor i Mestwin” „na pamiątkę pobytu w Orłowie”.
Lechoń, gdy nie cierpiał na dolegliwości psychiczne, był postacią niezwykle towarzyską, żartobliwą, pełną energii i inteligencji. Mimo snobistycznych skłonności, potrafił zabawiać ludzi, cenił wpływowe osoby i dbał, aby w jego kręgu przebywali ludzie o wysokim statusie. Był mitomanem i erudytą: potrafił z pamięci cytować większość polskich poetów, a jego bystrość i dowcip przyciągały zarówno admiratorów, jak i krytyków.
W obyciu fajtłapowaty, gapowaty, miał problem z klamką, parasolką, długie ręce, którymi zawadzał i w przypływie ekscytacji nadmiernie gestykulował. Trochę "stary-maleńki", przemądrzały.
W 1920 roku mieszkał z rodzicami i dwoma braćmi przy ul. Przyrynek na Nowym Mieście w Warszawie w mieszkaniu służbowym ojca, który administrował Dom Schronienia przy kościele Najświętszej Marii Panny.
Sierpień Lechoń spędzi w Krakowie w klinice neurologicznej Jana Piltza.
Foto: chat gpt, wizualizacja postaci mężczyzn, młodego i starszego (na wzór postaci słuchowiska) na tle morza
Komentarze
Prześlij komentarz