Są miejsca, które trwają w czasie, zmieniając się tylko pozornie. Orłowo, obecnie dzielnica Gdyni, ukryta między zgiełkiem miasta a spokojem Bałtyku — należy właśnie do takich. Dawniej rybacka osada, dziś letniskowy azyl, który mimo upływu lat wciąż urzeka spokojem, światłem i majestatycznym pięknem przyrody.
Dawne Orłowo – sielski zakątek z duszą
Na starych fotografiach Orłowo wygląda jak senne nadmorskie miasteczko. Drewniane wille z werandami toną w zieleni, plaże są puste, a rybackie łodzie kołyszą się na wodzie przy małym pomoście. Ulice piaszczyste lub brukowane prowadzą ku morzu, które nie zna jeszcze motorówek i tłumów turystów. Nad wszystkim górują klify, ciche, monumentalne, nieruszone przez erozję tak, jak dziś.
W tamtym Orłowie spacerował Stefan Żeromski, szkicował pejzaże Leon Wyczółkowski, a w pensjonatach wypoczywała warszawska inteligencja. Było to miejsce dla tych, którzy szukali ucieczki od wielkomiejskiego hałasu — dla myślicieli, artystów, samotników.
Współczesne Orłowo – między deptakiem a naturą
Dziś Orłowo to dzielnica kontrastów. Z jednej strony elegancki restauracje z widokiem na zatokę, tłumy spacerowiczów na molo, piękne współczesne apartamentowce dla bogatych, które zniszczyły tamtejszą przyrodę, a z drugiej wciąż ta sama cisza w porannej mgle, ten sam krzyk mew, ta sama surowa linia klifu, która kończy się nagle, dramatycznie, urwaniem wprost do morza.
Klif orłowski to jedno z najbardziej malowniczych miejsc polskiego wybrzeża. Ma około 60 metrów wysokości i stale się zmienia. Morze co roku zabiera jego fragmenty, odsłaniając korzenie drzew, które zawisły nad przepaścią. To natura w ruchu, żywa granica między lądem a wodą. Można się tu poczuć jak na końcu świata.
Spacer plażą pod klifem to doświadczenie niemal metafizyczne. Pionowa ściana ziemi z warstwami gliny i piasku opowiada geologiczną historię tysiącleci, a szum fal zagłusza codzienne troski.
Zdjęcia własne (zdjęcia wycinków gazet o Orłowie pochodzą z Tawerny Orłowskiej)







Komentarze
Prześlij komentarz