W literaturze bywają gesty czułe i dyskretne, które mimo swej skromnej formy zostają w pamięci jako dowody głębokiego porozumienia. Tak właśnie można odczytać dedykację, jaką Stefan Żeromski umieścił na krótkim szkicu Sambor i Mestwin, napisanym latem 1920 roku w Orłowie: „Leszkowi Serafinowiczowi na pamiątkę Orłowa”. Dla młodego poety, znanego światu jako Jan Lechoń, ten gest był czymś znacznie więcej niż uprzejmością – był znakiem przyjęcia, uznania i serdecznej przyjaźni ze strony pisarza, którego Lechoń od lat podziwiał.
Odpowiedź Lechonia nie była publiczna – nie trafiła do gazet ani tomów korespondencji w czasach mu współczesnych. To prywatny list, pisany z wyraźnym wzruszeniem, chwilę po lekturze dedykowanej mu nowelki. „Nie ma Pan pojęcia, ile mi Pan dobra wyświadczył – dziękuję Panu bardzo, bardzo gorąco” – pisze młody poeta, nie kryjąc emocji. Zmaga się wówczas z trudnym czasem rekonwalescencji („moje niedołęstwo teraz dopiero naprawdę przeklinam”), ale list tchnie wdzięcznością i ogromną sympatią wobec Żeromskiego i jego bliskich.
Wzruszający jest też ton tego listu – czuły, pokorny, niemal chłopięcy. Lechoń nie tylko dziękuje, ale i przeprasza, że czyni to listownie, zamiast osobiście. Życzy całusów dla pani Żeromskiej i ich córki Moniki („Pani ucałowania rączek i – jeśli pozwoli – pannie Mumci”), co nadaje całej korespondencji intymny, rodzinny niemal ton. To nie jest chłodna wymiana grzeczności między literatami, ale szczere, ludzkie podziękowanie – świadectwo więzi, która zrodziła się nad morzem.
Ten krótki list Lechonia do Żeromskiego stanowi piękne dopełnienie historii Sambora i Mestwina, utworu o trwaniu, braterstwie i łagodnym spojrzeniu na świat. Między autorem a młodym poetą na chwilę zawiązała się nić porozumienia, tak rzadkiego w literackim świecie pełnym ambicji i sporów. Dziś, czytając te słowa po latach, czujemy ciepło, jakie unosiło się nad Orłowem w tamto pamiętne lato 1920 roku.
List został opublikowany TUTAJ na stronie 146, przytaczam w całości:
Bardzo Drogi Panie! Z serdecznym wzruszeniem przeczytałem na prześlicznej Pana nowelce tak łaskawi i kochaną dedykację . Nie jestem jeszcze na tyle „w formie”, aby móc osobiście Panu najserdeczniej podziękować, co jest moim gorącym pragnieniem. Czynię to chwilowo listownie — proszę mnie nit posądzać, że przez to odrobinę choćby mniej serdecznie, moje niedołęstwo teraz dopierc naprawdę przeklinam. Nie ma Pan pojęcia, ile mi Pan dobra wyświadczył — dziękuję Panu bardzo, bardzc gorąco. Oddany cafy Leszek Serafinowio PS. Pani ucałowania rączek i (jeśli pozwoli) pannie Mumci.
Na zdjęciu: buk zwyczajny, fot. Pascal Dihé, 2020 r., Wikimedia Commons, licencja CC
Komentarze
Prześlij komentarz