Wciśnięty w strome klify nad brzegiem morza, skryty pośród sosen i buków, Domek Żeromskiego w Orłowie wygląda raczej jak azyl artysty niż muzeum. A przecież był jednym i drugim. To właśnie tutaj, w 1920 roku, Stefan Żeromski spędził kilka miesięcy, szukając wytchnienia po przeżyciach wojennych i angażując się w sprawy młodego, odradzającego się państwa.
Choć często myślimy o Żeromskim jako o pisarzu ciężkich tematów – nędzy, niesprawiedliwości, polskiej duszy rozdartej przez historię – w Orłowie odnajdujemy jego inną twarz. Człowieka zapatrzonego w morze, czułego na światło, dźwięki i zapachy nadmorskiego krajobrazu. To tu pisał, spacerował z lornetką, obserwował mewy i burze. Domek, pierwotnie sezonowa przystań dla letników, szybko stał się jego osobistą latarnią – miejscem kontemplacji i pracy.
Dziś, odwiedzając to miejsce, łatwo zrozumieć, co przyciągało pisarza. Widok z werandy zapiera dech w piersiach. Morze rozpościera się szeroko, a jego linia horyzontu zdaje się nie mieć końca – jakby zapraszała do myślenia w kategoriach większych niż codzienność.
Wnętrze domku zachowało kameralny charakter. Drewniane ściany, proste meble, zdjęcia i rękopisy. Nie jest to muzeum z przepychem, raczej skromna, jednoizbowa opowieść o chwilach zatrzymanych w czasie. Odwiedzający mogą poczuć się tu gośćmi, nie zwiedzającymi.
Domek Żeromskiego to nie tylko atrakcja turystyczna, ale i czuła pamięć o literacie, który potrafił pisać z rozmachem o sprawach narodu, ale potrzebował ciszy i samotności, by zebrać myśli. Orłowo daje tę ciszę do dziś, jeśli tylko potrafimy się na nią otworzyć.
Od strony zatoki mamy kawiarnię nawiązującą do pisarza, a z drugiej strony izbę pamięci, która jest skromna, ale warto tam zajrzeć na chwilę.
Zdjęcia własnego autorstwa










Komentarze
Prześlij komentarz