Latem 1920 roku Orłowo stało się cichym azylem dla Stefana Żeromskiego i dla jego gości. Wśród nich był młody poeta Jan Lechoń, wówczas świeżo po kryzysie psychicznym i pobycie w krakowskiej klinice doktora Piltza. Żeromski zaprosił go na wypoczynek i rekonwalescencję do swojego nadmorskiego schronienia. Atmosfera Orłowa, surowa, cicha, bliska morzu, sprzyjała milczeniu i skupieniu. Tak zaczęła się relacja, którą potwierdzają dwa zachowane listy z archiwum rodzinnego Moniki Żeromskiej.
Pierwszy z nich to wzruszające podziękowanie od matki poety, Marii Serafinowiczowej, datowane na 20 lipca 1920 roku:
Szanowny Panie!
Wyrazy szczerej podzięki i serdecznej wdzięczności w moim i męża imieniu za życzliwą opiekę nad naszym Lechem, oraz przepraszam najmocniej za cały kłopot, jaki sprawiał Szanownemu Panu swoją osobą. Powrócił bardzo zmęczony i podniecony, wierzę jednak, że w naszym zaciszu, które robi wrażenie zakątka wiejskiego, w otoczeniu osób, z którymi prawie nigdy się nie rozstawał na czas dłuższy, prędko wróci do równowagi duchowej, na którą – niestety – w warunkach obecnych nawet zdrowym jednostkom trudno się jest zdobyć. Raz jeszcze przepraszając i dziękując najserdeczniej, przesyłam od nas obojga wyrazy czci i szacunku.”
Drugi list, pełen wdzięczności i młodzieńczej emocji, napisał sam Lechoń. Skierował go do Żeromskiego, dziękując za dedykację we wstępie do jednej z nowel:
Bardzo Drogi Panie!
Z serdecznym wzruszeniem przeczytałem na prześlicznej Pana nowelce tak łaskawą i kochaną dedykację. Nie jestem jeszcze na tyle »w formie«, aby móc osobiście Panu najserdeczniej podziękować, co jest moim gorącym pragnieniem. Czynię to chwilowo — proszę mnie nie posądzać, że przez to odrobinę choćby mniej serdecznie. Moje niedołęstwo teraz dopiero naprawdę przeklinam. Nie ma Pan pojęcia, ile mi Pan dobra wyświadczył. Dziękuję Panu bardzo, bardzo gorąco — oddany cały
Leszek Serafinowicz.
W tych dwóch głosach matki i syna pobrzmiewa wspólny ton: wdzięczność. I coś jeszcze, ślad niezwykłej opieki duchowej, jaką Żeromski potrafił otoczyć drugiego człowieka. Orłowo w tym czasie nie było tylko miejscem letniego wypoczynku. Stało się na chwilę przestrzenią delikatnego ratunku.
To warto zapamiętać.
Listy pochodzą z "Jan Lechoń. Portrety ludzi i zdarzeń", Biblioteka "Więzi", 1997, s. 260-261
Na zdjęciu matka Lechonia, Maria Serafinowicz, zdjęcie z lat 20. XX wieku, skopiowałem je z książki Józefa Adama Kosińskiego "Album rodzinne Jana Lechonia", wyd. Czytelnik, Warszawa 1993

Komentarze
Prześlij komentarz