O dwóch biografiach Żeromskiego, których nie polecam

Są takie książki, które powstają z potrzeby serca. Są też takie, które powstają z potrzeby milczenia - bo czasem cisza byłaby znacznie lepsza niż to, co autorzy zdecydowali się opublikować. Niestety, obie biografie Stefana Żeromskiego, które ostatnio przeczytałem - klasyczna, akademicka pozycja Artura Hutnikiewicza „Żeromski” oraz pełna egzaltacji książka Barbary Wachowicz „Stefan Żeromski. Ciebie jedną kocham. Tropami Stefana Żeromskiego w >>najściślejszej ojczyźnie<<” — należą do drugiej kategorii.

1. Artur Hutnikiewicz: biografia akademickiego znużenia

Gdyby Artur Hutnikiewicz (historyk literatury polskiej, autor akademickiego podręcznika do Młodej Polski) miał opisać trzęsienie ziemi, prawdopodobnie zaczynałby od geologicznej budowy skorupy ziemskiej, a potem powoli przeszedłby do datowania płyt tektonicznych. Jego „Żeromski” to książka z gatunku tych, które powinny być zakazane jako narzędzie tortur. Przez niemal 400 stron dostajemy suchy, odarty z emocji wykład o życiu i twórczości pisarza, z którego nie dowiemy się właściwie ani kim był Żeromski jako człowiek, ani dlaczego miałby nas w ogóle obchodzić.

Styl? Chłodny jak mrożona ryba w PRL-owskim sklepie. Narracja? Sztywna, podporządkowana akademickim konwencjom z lat 60. (książka ukazała się w 1960 roku), gdzie każde zdanie wydaje się pisane z myślą o uzyskaniu habilitacji, a nie o zaintrygowaniu czytelnika. Czasem mam wrażenie, że Hutnikiewicz nie lubił Żeromskiego i pisał tę książkę, by się z nim raz na zawsze rozliczyć – i to z pozycji nudnego egzaminatora, nie żywego czytelnika.

Nie wiem, jak został tu potraktowany Żeromski w oryginalne, jeśli działał cenzor PRL-owski, a "komuna' miała na pisarza swój pomysł. Moje wydanie jest z roku 2000, więc może zostało jakoś zaktualizowane. Niemniej, jest to nadal biografia akademicka w dość staroświeckim duchu, ale ktoś taką "cegłę" musiał napisać i chwała panu Hutnikiewiczowi za to.

2. Barbara Wachowicz: między egzaltacją a literackim ADHD

Z kolei Barbara Wachowicz to przeciwieństwo Hutnikiewicza – jej „Ciebie jedną kocham" to nie biografia, to raczej rodzaj barokowego kolażu. Cytaty w każdym zdaniu, dygresje jak serpentyny, opisy wszystkiego wokół Żeromskiego – od pogody przez wspomnienia postronnych osób po fakt, co jadł, gdy patrzył na Tatry. Mamy tu więcej serca niż rozumu, więcej emocji niż faktów, więcej Żeromskiego w stylu „romantycznego bohatera narodowego” niż rzeczywistej, złożonej postaci.

Czytając Wachowicz, miałem momentami wrażenie, że autorka nie tyle pisze o Żeromskim, co o własnym marzeniu o nim. Jakby próbowała go uwieść za pomocą natrętnego patosu i cytatów z listów, z których większość nie wnosi nic poza nadmiarem. Nie ma tu krytycznego dystansu, nie ma struktury, nie ma redakcyjnej interwencji. Jest za to pióro skąpane w sentymentalizmie i romantyzującej wizji Polski, w której każdy poeta to prorok, każda kobieta to muza, a każda dygresja to objawienie.


Podsumowanie: dwie skrajności, żadnej satysfakcji

Hutnikiewicz i Wachowicz stworzyli portrety Żeromskiego jak z dwóch przeciwnych światów: jeden to akademicka mumifikacja, drugi to patetyczny chaos. A przecież między suchym wykładem a egzaltowaną epopeją jest miejsce na biografię mądrą, rzetelną, ale i żywą. Gdzie Żeromski byłby człowiekiem z krwi i kości, z wadami, namiętnościami, przekonaniami, których nie trzeba ani idealizować, ani nudzić nimi czytelnika do snu.

Czy warto sięgnąć po którąś z tych pozycji? Tylko jeśli jesteście hardkorowymi fanami biografistyki albo piszecie doktorat o Żeromskim. W przeciwnym razie darujcie sobie. Żeromski zasługuje na więcej.

I na koniec - ze studiów polonistycznych zapamiętałem o Żeromskim m.in. tyle, że za czasów warszawskiej młodości studenckiej (bardzo biedny finansowo epizod w jego życiu) chwalił się on orgiami z udziałem praczek... Albo gdy „rywalizował" Prusem o serce Oktawii, której przed małżeństwem dał do przeczytania swoje pamiętniki, bardzo szczerze relacjonujące także jego życie seksualne. Choć Hutnikiewicz przypomina ten etap, to z wiadomych względów w sposób bardzo zawoalowany. I nie mam tu pretensji do biografii akademickiej, która dla mnie stanowi podstawowe źródło informacji o Żeromskim. Po prostu trzeba przez nią przebrnąć.

Tutaj dwa, pierwsze z brzegu teksty, jakie pojawiły mi się w wyszukiwarce, które sprawiają, że pojawia się Stefan Żeromski jako człowiek z krwi i kości:

Wielka Historia - Niewygodne fakty z życia Stefana Żeromskiego

Eduwystawy.pl - Kobiety w życiu Żeromskiego




Komentarze