„Dzieje grzechu” Stefana Żeromskiego, czyli kontrowersyjna powieść sprzed wieku, która wciąż prowokuje
Gdy w 1908 roku ukazały się Dzieje grzechu, Stefan Żeromski, już uznany autor Ludzi bezdomnych, wywołał literacki skandal. Powieść opowiadała historię Ewy Pobratyńskiej, młodej kobiety z tzw. „dobrego domu”, która zakochuje się w żonatym mężczyźnie i wbrew konwenansom podąża za uczuciem, co prowadzi ją na drogę społecznego upadku, samotności, a w końcu zbrodni.
W czasach, gdy kobieca seksualność była tematem tabu, a ideały moralne i patriotyczne dominowały w polskiej literaturze, Żeromski uderzył w czułe struny. Oskarżano go o szerzenie pornografii, niemoralność, a nawet o... brak narodowego ducha. Krytycy zarzucali mu odejście od etosu walki o sprawę narodową na rzecz „naturalizmu” i „degeneracji”, podczas gdy inni bronili go jako twórcy, który odważył się mówić prawdę o hipokryzji mieszczańskiego społeczeństwa i losie kobiet.
„Dzieje grzechu” od początku budziły sprzeczne emocje: dla jednych była to powieść wulgarna i przesadzona, dla innych odważna, poruszająca i głęboko humanistyczna. Dziś, po latach, warto zapytać: jak możemy czytać tę książkę współcześnie? Co mówi nam o przeszłości i o nas samych?
Czytałem tę książkę jako student filologii polskiej i już wówczas, ponad sto lat po wydaniu, wydawała się bardzo kontrowersyjna. Obecnie jednak, po dwudziestu latach od studiów, skupiłem się na innych aspektach.
Współczesna lektura tej powieści może odsłonić wiele warstw, które wcześniej – także ze względu na kanoniczne, szkolne odczytania – pozostawały w cieniu. Przede wszystkim warto spojrzeć na główną bohaterkę, Ewę Pobratyńską, nie jako na uosobienie "upadłej kobiety", lecz jako ofiarę systemowego ucisku i społecznych norm, które nie dawały jej szans na niezależność. W tym sensie „Dzieje grzechu” mogą być czytane jako pre-feministyczna opowieść o kobiecie próbującej decydować o sobie w świecie, który nie przewidywał dla niej innej roli niż posłuszeństwo.
Co ciekawe, Ewa może być też odczytywana jako postać tragiczna w sensie egzystencjalnym – ktoś, kto desperacko szuka sensu, miłości, spełnienia, a napotyka jedynie kolejne formy zniewolenia. Jej „grzech” przestaje być czymś jednoznacznie negatywnym. Można go potraktować jako metaforę buntu przeciwko normom i próby życia po swojemu, choćby za cenę cierpienia. W tym świetle Żeromski (często kojarzony z moralizatorskim tonem) jawi się jako autor bardziej ambiwalentny, a jego powieść jako poruszający zapis samotności i niemożliwości.
Czytając „Dzieje grzechu” dziś, możemy dostrzec w niej też opowieść o przemocy klasowej, ekonomicznej i seksualnej. O kobiecie, która pozbawiona środków do życia i społecznego wsparcia, zostaje zepchnięta na margines. Taka perspektywa łączy powieść Żeromskiego z tematami, które do dziś są palące: nierównością płci, stygmatyzacją, walką o autonomię.
Warto też przyjrzeć się językowi powieści, który choć chwilami wydaje się przeładowany i barokowy jest pełen pasji i emocji. To język rozedrgany, nerwowy, ale szczery. Dzięki temu „Dzieje grzechu” nie są tylko dokumentem swojej epoki, ale też literackim eksperymentem próbą uchwycenia emocjonalnego chaosu.
Na koniec – być może najważniejsze – „Dzieje grzechu” mogą być dziś czytane jako ostrzeżenie przed systemem, który nie daje jednostce przestrzeni do błędu, nie akceptuje słabości i nie potrafi przebaczać. Taka lektura może okazać się aktualna nie tylko dla czytelników z feministycznym czy społecznym zacięciem, ale dla wszystkich, którzy widzą literaturę jako narzędzie do rozumienia mechanizmów wykluczenia, przemocy i nierówności.
Współczesne czytanie Żeromskiego to więc nie tyle powrót do klasyki, co rozmowa z nią – o nas, o świecie i o tym, jak trudno być człowiekiem.
A tu przejmujący fragment, jeden z wielu, sytuacji Ewy, jej świadomości tytułowego grzechu, dobijających się konsekwencji:
Nowy, silny krzyż światła latarni przerąbał ognistym ramieniem otchłań. Dusza Ewy dźwignęła się i podniosła. Mówiła do ciemnego morza:
„Dążyłam do swego celu. Cel mój był — Łukasz. Podeptałam wszystko, co było na mojej drodze. Podniosłam rękę na Boga. I odstąpiła mię łaska. W tym dniu, gdy byłam w łasce, ukazał się przede mną Łukasz. On się stał wieczną pokusą mego serca. Jest. Dlaczego tak się stało?
Teraz — mówiła nie spuszczając oczu ze świetlistych pełgań — muszę dać woli boskiej zadośćuczynienie, które będzie karą za moje grzechy. Kara, jaką ponoszę, sprawi, że sprawiedliwości boskiej stanie się zadość. Za zniewagę Boga dźwigam na ramionach moje cierpienie. Potrzebne jest Bogu moje cierpienie. Z niego wyrasta, jedynie z niego, najcudniejszy kwiat ziemski: skrucha. Ze skruchy, jakoby z kwiatu, ulata zapach: mądrość pokuty. A z pokuty staje się tajemniczo — świętość.
— Tak to — dumała — z mej nocy, gdym zabiła dzieciątko, wyrasta moje cierpienie. Z cierpienia kwiat ziemski: skrucha”.
Cytat pochodzi ze strony Wolne Lektury, tam również jest możliwość przeczytania powieści Żeromskiego: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dzieje-grzechu.html
Foto: Wikimedia Commons, wydanie z 1928 roku
Komentarze
Prześlij komentarz